Chapter Text
Nero, choć robił wszystko, żeby zmienić ten stan rzeczy, był osobą, której często nie zauważano. Ze względu na młody wiek jego ciało, bardziej chłopięce niż męskie, nie dawało mu takiej przewagi, jaką mieli dorośli mężczyźni zakupujący przy barze alkohol. Nie miał również kobiecego czaru, który mógłby zwrócić na niego uwagę stojącego za ladą jegomościa, stał więc poza tłumem ciasno okalającym kontuar i wzdychał ze zniecierpliwieniem już od kilku minut.
W wieczory takie jak ten Insomnia była wypełniona po brzegi gośćmi różnych kategorii wiekowych. Taki stan rzeczy miał swoje plusy i minusy. Zaletą było to, że na wejściu łatwo dało się ominąć bramkarza sprawdzającego dowody osobiste. Zabawa nie miała sobie równych, gdy wokoło miało się tak wiele różnych osób. Można było poznać mnóstwo nowych ludzi i bezkarnie poszaleć przy minimalnym ryzyku rozpoznania przez kogoś ze znajomych. Wadę natomiast stanowiły wszechobecne kolejki, nieco zawyżone ceny piwa i zdarzające się od czasu do czasu nieprzyjemne incydenty.
― Ej! ― zawołał w końcu, gdy już poziom nerwów przekroczył granicę, do której był w stanie relatywnie spokojnie czekać na swoją kolej. ― Wzrok ci siada, czy co? Już z pół godziny tu stoję!
― Co podać? ― usłyszał, ale to pytanie barman skierował do jasnowłosej dziewczyny stojącej przed nim. Chwilę później Nero stracił z oczu i jego, i ją, a w jego polu widzenia znalazły się szerokie plecy jakiegoś łysego idioty. Sapnął ze zdenerwowaniem i wyciągnął rękę, żeby chwycić rosłego gościa za ramię i powiedzieć mu kilka słów, ale wtedy ktoś postanowił odwrócić jego uwagę.
― Hej, młody ― usłyszał nagle i spojrzał ze zdziwieniem na nieznajomego. Był bardzo mocno zbudowany, mocniej nawet niż ten łysy debil z przodu ― lub może zdawał się taki z powodu wysokiego wzrostu. Miał białe włosy… To one najbardziej przykuły uwagę młodzieńca. Gość na pierwszy rzut oka nie wyglądał jeszcze na tak starego, żeby całkowicie osiwieć. Farbował je, czy może dotknęła go ta sama nietypowa przypadłość, która wyróżniała i jego? Byłby pierwszą taką osobą, o której istnieniu młodzieniec wiedział.
Włosy Nero miały zupełnie białą barwę, od kiedy tylko pamiętał. Nikt nie potrafił wyjaśnić, dlaczego brakowało w nich pigmentu. Po prostu taki był ― wyjątkowy ― jak albinos, a jednak tylko w pewnym stopniu. Przez tyle lat żył w przeświadczeniu o swojej niepowtarzalności, a teraz nagle patrzył na człowieka, który, o ile nie miał tu miejsca jakiś fryzjerski eksperyment, był jak on.
Tylko starszy. Wyższy. Bardziej muskularny. Nie wyglądał na kogoś, kto farbowałby sobie włosy ― nawet zarostu nie ogolił dokładnie. Wyglądał za to jak ktoś, kto ma powodzenie u kobiet. Miał w sobie coś strasznie wkurwiającego (i atrakcyjnego). Nero mógłby tak wyglądać za kilka lat. Nikt nie zarzuciłby mu wtedy, że jest uroczy.
― Taa? ― zapytał, nie do końca będąc w stanie odgadnąć, czego ktoś taki mógłby od niego chcieć. Mężczyzna uśmiechał się krzywo i patrzył na niego z góry. Nero czuł się przy nim dziecinnie, zmuszony do zadzierania głowy. Nie było to zbyt komfortowe uczucie.
― Nie możesz się dopchać?
― Co? ― Nero zmarszczył brwi. Facet pewnie obserwował go od jakiegoś czasu i miał go teraz za frajera. ― Mogę! Nie śpieszy mi się.
― Jasne. Trzymaj. ― Mężczyzna podał mu jeden z trzymanych przez siebie kufli.
― Nie potrzebuję pomocy w kupieniu piwa!
― To ostatnie zimne z butelki.
Nero rozchylił usta i po chwili wahania przyjął spienione piwo.
Właściwie co go obchodziło, co pomyślał ten człowiek. I tak się więcej nie zobaczą.
― Ile ci oddać? ― zapytał, wolną dłoń wsuwając do kieszeni, ale on jakby tego nie dosłyszał; odwrócił się już i chciał, zdaje się, odejść w stronę stolików. ― Hej! Ile oddać ci za piwo? ― powtórzył głośniej, ale został kompletnie zignorowany. Pozostawało mu patrzeć na okryte czerwonym skórzanym płaszczem plecy oddalającego się nieznajomego.
Dziwny był z niego gość. Wyglądał jak połączenie kowboja i motocyklisty… i dość szybko zniknął mu z oczu w gęstym tłumie na parkiecie.
Nero usiadł przy stoliku po prawicy swojej przyjaciółki, Kyrie, wciąż jeszcze nie mogąc odpędzić myśli od tego ekscentryka.
― Stało się coś bardzo dziwnego ― powiedział, nachyliwszy się do odstającego ucha nastolatki, aby żadna inna koleżanka nie usłyszała. To jej ufał najbardziej. Nie powiedziałby jej wszystkiego, ale z pewnością mógł powiedzieć więcej niż chociażby takiej Jennifer, która bez wątpienia by go wyśmiała ― bardzo często próbowała mu sugerować, że jest „pedziem” i naprawdę nie musiał dostarczać jej kolejnych ku temu powodów. Nancy nie była wcale lepsza. Najchętniej by się z nimi nie trzymał, ale w tym świecie lepsi byli tacy znajomi niż żadni.
― Co? ― zapytała Kyrie, spoglądając na piwo w jego rękach.
― Jakiś typ postawił mi browara ― mruknął Nero i zerknął przez ramię w stronę stolików po drugiej stronie parkietu. Gdy tylko to zrobił, jego serce ruszyło galopem. ON tam był, siedział przy stole i patrzył na niego przez ramię. Mógł też, oczywiście, przyglądać się tańczącym na parkiecie pannom, ale Nero miał już swoją interpretację tej sytuacji. Odwrócił się błyskawicznie, by popatrzeć na delikatną twarz nastolatki, czując pieczenie policzków.
Nie potrafiłby wyjaśnić, dlaczego tak żywo zareagował, i miał nadzieję, że pozostało to niezauważone.
Czuł po prostu coś dziwnego. Jakby znali się w jakimś poprzednim życiu ― jakby coś ich już kiedyś łączyło. Rozum podpowiadał mu, że to absurd. Wmawiał sobie wszystko przez te białe włosy, ale nawet jeśli zbiegiem okoliczności dzielili jakąś rzadką genetyczną wadę, to wciąż nie był powód, żeby poświęcać mu tyle myśli.
― Naprawdę? ― Kyrie uniosła brew w zdziwieniu i zagarnęła ciemnobrązowy lok za ucho. ― Który?
― Powiem ci, ale nie odwracaj się teraz. Siedzi za nami, ma czerwony płaszcz i białe włosy. Starszy taki… Co? ― Zmarszczył brwi na widok jej miny.
― Masz na myśli Dantego? ― Wbrew jego prośbie odwróciła się i popatrzyła w stronę mężczyzny, który tak Nero zafrapował. ― Jasne, że jego. Mówisz poważnie, postawił ci piwo? Jak do tego doszło? To były Jen…
― To były Jen? ― parsknął Nero. ― Żartujesz? Ile on ma lat, z pięćdziesiąt? Czy ona daje dupy wszystkim?
― Nie bądź wulgarny. Może były to za dużo powiedziane. Kiedyś zabawił się jej kosztem, a w następny weekend był już z inną. Nie mamy o nim najlepszego zdania. Jen!
― Nie! ― Nero złapał Kyrie za ramię, ale ona już szturchnęła Jennifer siedzącą po drugiej stronie stolika. ― Kyrie, do diabła…
― Co? ― zapytała Jennifer. Z mocnym makijażem, obnażonym dekoltem i, zdaniem Nero, podłym charakterem stanowiła przeciwieństwo skromnej Kyrie. Była jedną z bogaczek, którym w szkole lepiej było schodzić z drogi, o ile nie miało się jej po swojej stronie.
― Ten twój Dante, jakiej on jest orientacji?
Jennifer zmarszczyła brwi ― starannie wyskubane, cienkie kreseczki ― i popatrzyła ponad ramieniem Nero w stronę stolika, przy którym siedział białowłosy facet.
Dante. To dziwne imię bardzo do niego pasowało. Z jakiegoś powodu Nero nie wyobrażał go sobie przedstawiającego się jako Tony, Joe albo Dick.
Parsknął cicho, a potem spojrzał na Kyrie. Jej pytanie wydało mu się tak niedorzeczne, że nie chciało mu się nawet go komentować.
― No raczej hetero, nie? ― mruknęła Jennifer z wyraźną niechęcią, a spojrzenie, jakie posłała Dantemu, niosło w sobie wiele wyrzutu i złości. ― A co? ― zapytała, przenosząc wzrok na Kyrie, a potem na Nero ― i nagle wykrzywiła wargi w nieprzyjemnym uśmieszku. ― Nie mów, że ci się spodobał, Nero!
― Postawił mu piwo ― powiedziała spokojnie Kyrie. ― To trochę dziwne, nie sądzisz?
― To nie tak! ― wtrącił chłopak, podirytowany tym, jak wszystko przedstawiła. ― Była duża kolejka, więc go zapytałem, czy by mi browara nie kupił, a jak mu chciałem dać kasę, to jej nie wziął, jasne? Nie jestem pedałem, a już na pewno nie gustuję w emerytach!
― A może jednak nie jest hetero ― wtrąciła się z uśmiechem Nancy, równie śliczna jak Jen i według Nero równie niekiedy bezwzględna. Daleki był od oceniania ludzi według stereotypów, ale w jej przypadku rudy kolor włosów potwierdzał powszechną opinię. ― Może chciał cię poderwać.
― Może jest bi ― odezwała się kolejna z siedzących przy stoliku koleżanek Nero, Megan, choć jeszcze przed chwilą wydawało się, że jest pochłonięta rozmową i ich nie słucha.
― Może być ― stwierdziła Kyrie. ― A skoro nie musiałeś zapłacić za to piwo, to może oddasz mi moją kasę?
― Robicie z tego jakieś wielkie wydarzenie ― burknął Nero, po czym wygrzebał z kieszeni portfel i zaczął przeszukiwać go w poszukiwaniu drobnych. ― Normalna męska przysługa…
― Idzie tu! ― zawołała Nancy.
― CO?! ― Nero wypuścił z rąk portfel i drobniaki rozsypały się po podłodze. Odwrócił się gwałtownie, ale Dante dalej siedział przy swoim stoliku i rozmawiał z jakimś facetem w swoim wieku. ― Kurwa, Nancy! Zabawne jak chuj!
Nie odpowiedziała mu, śmiejąc się w głos, a on, rozwścieczony, wczołgał się pod stół, żeby pozbierać pieniądze.
― Ile on właściwie ma lat? ― zapytała Kyrie.
― Nie wiem… ― odparła Jennifer. ― Na pewno jest dużo starszy. Ze czterdzieści… parę? Ale nie gadajmy już o nim, to palant.
Podpity już i nieodmiennie zaciekawiony postacią Dantego, pomimo tego, co o nim usłyszał, Nero doszedł w pewnym momencie do wniosku, że warto byłoby się wybrać do baru po jeszcze jedno piwo. To był zbieg okoliczności, że wpadł ten pomysł akurat wtedy, gdy zobaczył, że mężczyzna podnosi się ze swojego miejsca i rusza w stronę lady. W tym stanie upojenia Nero nie przejmował się już tym, jak to może wyglądać z perspektywy osób trzecich. Był zaintrygowany i chciał zaspokoić wreszcie swoją ciekawość.
― Hej! ― zaczepił go klepnięciem w ramię, gdy Dante nachylał się do barmana. Mężczyzna odwrócił się przez ramię z poważną miną, która szybko przerodziła się w drapieżny uśmiech.
― Ooch. Cześć ― mruknął do Nero jakoś tak dziwnie. ― Masz na coś ochotę?
― Jakbyś mógł, to weź mi jeszcze jedno piwo, ale tym razem zapłacę za siebie, okej? ― poprosił chłopak, także się do niego uśmiechając.
― Drinka?
― Driny są za drogie!
― Seks na plaży?
― Coo? ― Nero przyłożył rękę do ucha, sądząc, że źle go zrozumiał w hałasie, ale Dante już odwrócił się do barmana i coś zamówił. Chwilę później włożył chłopakowi do ręki pomarańczowo-żółtego drinka z dużą ilością lodu i kawałkiem owocu nabitego na krawędź wysokiej szklanki.
― Hej, ogłuchłeś? Chciałem piwo.
― To weź moje ― odparł mężczyzna, wyciągając do niego rękę z kuflem. Nero zaczerwienił się mimowolnie i niespokojnym gestem przeczesał włosy. Serce tłukło mu się w piersi jak oszalałe i było mu gorąco. Zabawne, jak działał na niego ten człowiek. Zawstydzał go, nie robiąc właściwie nic.
― Dobra, niech już będzie ― westchnął wreszcie chłopak. ― Ile ci wiszę?
― Palisz?
― Że co?
― Czy palisz. Papierosy. ― Dante uśmiechnął się pod nosem i przyłożył sugestywnie dwa palce do ust, ale Nero bardziej niż z papierosem, skojarzyło się to z czymś innym.
Zapewne przez alkohol jego myśli biegły naprawdę dziwacznymi torami.
― Czasem palę.
― Za pięć minut będę szedł. Chodź ze mną.
― Okej. I… dzięki.
― Nie ma sprawy, młody. ― Klepnąwszy go w ramię na odchodne, Dante pozostawił skonsternowanego chłopaka tak, jak chwilę wcześniej, samemu sobie.
Nikt już nawet nie skwitował tego, z czym wrócił Nero do stolika, ani tego, z kim zamienił kilka słów przy barze. Jennifer i Nancy były na parkiecie, Megan rozmawiała dwa stoły dalej z poznanym kilkanaście minut wcześniej chłopakiem, a przy ich stoliku zostały tylko Kyrie i jasnowłosa Charlotte. Gawędziły teraz w najlepsze, podczas gdy Nero słuchał ich jednym uchem, w gruncie rzeczy skupiony jednak najmocniej na swoim nowym znajomym. Odwracał się co rusz przez ramię, czasami wymieniając z nim spojrzenie bądź uśmiech. Nad tym, czy było w tym coś niewłaściwego (a w szczególności coś, co można byłoby uznać za pedalskie), na razie się nie głowił. Po prostu się bawił, bo cóż złego mogło wyniknąć z tego, że zapali z nim tego papierosa; pogadają sobie, będzie miło, a potem wróci do dziewczyn?
― Hej! ― trącił pod stołem Charlotte, gdy zauważył, że Dante wstaje i, patrząc na niego, wskazuje podbródkiem drzwi prowadzące na taras dla palaczy.
― …i mówię ci, on jej po prostu… Co mnie kopiesz?
― Masz fajkę?
― Znowu masz zamiar mnie opalać?
― Przecież to dopiero pierwsza. Tylko jedna! Oddam ci, gdy kupię, tylko mi przypomnij.
― Ech. Trzymaj. ― Podała mu cienkiego papierosa.
― Tylko wróć zaraz, bo się będziemy zwijać ― zastrzegła Kyrie.
― Tak wcześnie? ― wyraził swoje rozczarowanie, a potem pośpiesznie wstał i podszedł do Dantego, który czekał na niego w połowie drogi do jego stolika, na środku parkietu. ― No, możemy iść ― oznajmił.
― Nie masz kurtki? ― zapytał go Dante, spoglądając na jego odkryte, spocone ramiona.
― Trochę się ochłodzę, bo gorąco tu jak w jakimś piekle. Chodź!
Poszli więc, a będąc na zewnątrz, mężczyzna oparł się niedbale o barierkę i wyjął z wewnętrznej kieszeni swojego ekstrawaganckiego płaszcza czerwoną paczkę papierosów. Otworzywszy ją pstryknięciem, wyciągnął rękę w stronę Nero, chcąc go poczęstować.
― Dzięki, ja mam ― odpowiedział chłopak niemalże z dumą i wsunął do ust swojego cienkiego papierosa. Pozwolił, aby mężczyzna odpalił mu go swoją zapalniczką (ładną, grawerowaną), i uśmiechnął się wesoło. ― Więc jesteś Dante? ― zagaił.
― Mmm… ― Wargi mężczyzny wykrzywiły się w zawadiackim uśmieszku, co uprzytomniło Nero, że popełnił taktyczny błąd. Gość teraz pewnie pomyślał sobie, że o niego wypytywał, a przecież tak nie było. ― Więc znasz moje imię.
― Bo spotykałeś się z moją znajomą ― wytłumaczył się szybko. ― Po prostu wspomniała mi o tobie.
― Jak masz na imię?
― Jennifer.
― To trochę mało męskie imię? ― Dante uśmiechnął się tym razem z wyraźnym rozbawieniem.
― Co? ― Nero spojrzał na niego bez zrozumienia i w zagubieniu zaciągnął się wreszcie dymem. Dało mu to czas na przemyślenie ich wymiany zdań; umysł pracował mu teraz wolniej. ― Ach. Nie dosłyszałem cię…
― Mówiłeś coś wcześniej o problemach ze słuchem?
Nero, czerwony na całej twarzy, nie wytrzymał jego spojrzenia i odwrócił głowę w inną stronę, niby rozglądając się po podwórku za barierką.
― Mam na imię Nero ― mruknął.
― Nero ― powtórzył Dante, obniżając ton głosu. Chłopak spojrzał znów w jego przymrużone oczy i po raz kolejny pomyślał sobie, że ten mężczyzna jest cholernie przystojny i chyba powinien zagadywać teraz jakąś kobietę, zamiast stać tu z nim i rozmawiać o głupotach. Co nim kierowało, dlaczego wybrał rozmawianie z nim zamiast zabawę z pannami? ― Często tu bywasz, Nero?
― Czasami.
― Nie widziałem cię tu nigdy wcześniej. Zapamiętałbym.
Znów ten dziwny uśmiech.
― Ej… ― mruknął Nero niepewnie i zaciągnął się papierosem.
― Co tam, dzieciaku?
Chłopak zamilkł na chwilę, zastanawiając się nad doborem słów. Jak niby miał mu zadać to pytanie? „Podrywasz mnie właśnie”? Za coś takiego mógł zarobić w pysk.
― Długo byłeś z Jennifer?
― Nie mam pojęcia, o kim mówisz ― odparł Dante, wypuszczając gęsty kłąb dymu najpierw ustami, a potem nosem.
― Jak to nie? Jennifer Grayfield. Czarne włosy, duży biust… Zawsze ma mocno pomalowane oczy.
― Ta? ― Dante spojrzał po skosie w bok i wskazał podbródkiem jakąś dziewczynę. Obserwowała go i gdy ich spojrzenia się spotkały, uśmiechnęła się zalotnie i spuściła wzrok. Perfidne.
― Nie… ― odparł Nero i westchnął ciężko, gdy zorientował się, że do jego opisu pasuje połowa dziewczyn w tym klubie. ― Nieważne. W każdym razie wspominała, że byliście razem przez chwilę.
― Ciekawe ― odmruknął Dante bez entuzjazmu i strzepnął popiół poza krawędź tarasu. Na chwilę zapadła cisza i Nero już zdążył spiąć się lekko, szukając jakiegoś tematu do rozmowy, ale mężczyzna go uprzedził. ― Bardzo młodo wyglądasz. Ile masz lat?
― Spróbuj zgadnąć.
― Mmm. ― Dante znów zmrużył oczy i nachylił się do niego, z jakiegoś powodu przypatrując się miejscu pod jego okiem. ― Na pewno mniej niż dwadzieścia jeden ― stwierdził, prostując się.
― Mniej ― potwierdził Nero z uśmiechem.
― Osiemnaście?
― Też nie.
― Mniej?
― Tak.
Mężczyzna zmarszczył lekko brwi.
― Siedemnaście.
― Ha, ha.
― Jeszcze mniej? Nie zabijaj mnie, dzieciaku.
― Jeszcze.
― Mniej niż piętnaście?
― Nie przesadzaj ― odparł rozbawiony Nero. Rozluźnił się, oparł o barierkę prawie tak nonszalancko, jak Dante, i podświadomie wysunął w bok biodro. Podświadomie, bo jedynym, czego miał teraz świadomość, było to, że świat wiruje i że jest naprawdę zabawnie, ale dopalanie tego papierosa to nie najlepszy pomysł. Wyrzucił go, w połowie tylko spalonego, i uśmiechnął się szeroko. ― Zgaduj dalej! ― zachęcił go.
― Cholera, dzieciaku. Szesnaście?
― Bingo.
Dante uśmiechnął się do niego, a potem popatrzył w bok, bo ktoś do nich podszedł. Och, przecież to była Kyrie… i Charlotte. I Nancy. I Jennifer!
― To jest właśnie Jennifer ― palnął Nero na widok koleżanki.
― Cześć, Dante ― powiedziała ta, kładąc niepokojący nacisk na imię mężczyzny.
― Cześć ― odparł Dante neutralnie, zaledwie na nią zerkając.
― Idziemy, Nero ― oświadczyła Kyrie, patrząc bardzo nieufnie na rozmówcę chłopaka. Podała Nero kurtkę.
― Przecież dopiero co zaczęliśmy rozmawiać. Dajcie nam jeszcze chwilę. Pięć minut!
― Nie, Nero, już wszystkie jesteśmy ubrane. Idziemy na taksówkę, zanim odjadą ― odparła z naciskiem Kyrie.
― Dobra… Ech. ― Nero popatrzył na Dantego, który gasił właśnie papierosa w szklanej popielnicy. ― Muszę już lecieć. To trzymaj się, Dante.
― Będziesz tu za tydzień? ― zapytał mężczyzna, podnosząc na niego wzrok. Odkąd otoczyły ich dziewczyny, nie uśmiechał się już i ton jego głosu zrobił się zupełnie chłodny, ale to pytanie!
― Jasne! ― odpowiedział z entuzjazmem Nero. ― Widzimy się!
― Na razie, Nero.
Gdy zeszli z tarasu i ruszyli w stronę postoju taksówek, Kyrie zajrzała w rozpromienioną twarz Nero i pokręciła głową.
― Spuścić cię na chwilę z oka. Co ty wyczyniasz…
― Daj spokój, tylko gadaliśmy. W porządku jest, mamy dużo wspólnych tematów i stawia alkohol.
― Taa ― mruknęła Jennifer, z jakiegoś powodu bardzo niezadowolona. Nero domyślał się, z jakiego. Była po prostu zazdrosna. ― Ciekawe, jakie to tematy.
― A gdzie jest Meg? ― zapytał Nero, nic sobie nie robiąc z jej stanu. Odwrócił się przez ramię, ale tak naprawdę nie koleżanki szukał wzrokiem, tylko Dantego. Niestety, nie było go już na tarasie.
― Wyszła z tym gościem ― odparła Kyrie. ― Mówiłam jej, że to słaby pomysł, ale wiesz, jaka jest.
― Pan jest wolny? ― zapytała Charlotte, otworzywszy drzwi dużej taksówki.
― Tak, zapraszam ― odpowiedział łysawy pan po pięćdziesiątce, który siedział za kierownicą.
Jennifer usiadła z przodu, Nero, Kyrie i Nancy na trzech siedzeniach pośrodku, a Charlotte na jednym z dodatkowych foteli z tyłu. Jennifer wskazała miejsce pierwszego przystanku i samochód ruszył.
― Upiłeś się ― mruknęła Kyrie, nie spuszczając z Nero wzroku.
― Co z tego?
― Na trzeźwo nie gadałbyś z tym facetem.
― Skąd wiesz? Może bym gadał.
― Więc jest bi? ― zapytała Nancy.
― Nie wiem. ― Nero wzruszył ramionami. ― Mówiłem wam, nie gadaliśmy o tym.
― To o czym? ― spytała Jennifer.
― Luźna gadka.
― Więc jednak jesteś pedałem.
― Hej! Znowu zaczynasz? Ile razy jeszcze mam ci powtórzyć, że nie każdy facet, który gada z innym facetem, jest zaraz pedałem?
― To powiedz mu, że nie jesteś ― zasugerowała Nancy ― bo mi się wydaje, że on myśli inaczej.
― Niby dlaczego miałby?
― No nie wiem. ― Jennifer uśmiechnęła się ironiczne. ― Może przez tę fryzurkę, te twoje ciuszki? Wybacz, Nero, ale jak się wygląda jak twink, to tak właśnie jest.
― A jak to jest, gdy się tak nie za bardzo używa mózgu? ― odpyskował poirytowany, na co Kyrie szturchnęła go w brzuch. Zrobiło mu się cholernie niedobrze.
Niestety, plan Nero się nie powiódł. W kolejny piątek wypadały urodziny ich wspólnego znajomego i żadna z koleżanek Nero nie chciała się z nim wybrać do Insomni, by mógł porozmawiać z facetem, o którym nie potrafił przestać rozmyślać od czasu poprzedniej imprezy. Chcąc nie chcąc, musiał go wystawić, bo nie czuł się na tyle odważny, aby wybrać się do klubu samotnie. Nie potrafił poznawać ludzi tak swobodnie jak Megan lub Jennifer, byłby więc skazany na nudzenie się, gdyby Dantego jednak nie było lub gdyby był zajęty kimś innym. Nie zaryzykował, wybrał się z dziewczynami na to przyjęcie urodzinowe i tylko potwornie żałował, że nie zdążyli się z Dantem wymienić numerami telefonów.
To nie było tak, że odczuwał jakiś pociąg. Jego znajomość z Dantem bynajmniej nie na tym miała się opierać. Po pierwsze, ciekawie im się rozmawiało. Po drugie, Dante najwyraźniej znał bardzo dużo dziewczyn, więc gdyby się zaprzyjaźnili, może on też mógłby ich trochę poznać. Tak właśnie tłumaczył to Kyrie i to samo powtarzał reszcie.
― Dobra. Pójdę z tobą jutro ― obiecała mu w końcu Kyrie, mając już dość jego nieustających próśb. Do Insomni ich grupa chadzała dość rzadko ze względu na płatne wejścia i drogi alkohol, dlatego ciężko było mu namówić przyjaciółkę, aby się na to zgodziła.
― Super. Może namówimy jeszcze kogoś i będzie fajnie, zobaczysz ― zapewnił ją, popijając piwko z puszki. Zwykle świetnie się bawił na domówkach, ale dziś doskwierała mu nuda. Myślał wciąż tylko o jednej osobie; o tym, jak mogliby spędzić czas, gdyby nie musiał ostatnio tak wcześnie wyjść z klubu. Może Dante zaprosiłby go do swojego stolika. Może podroczyliby się trochę dłużej…
― Jesteś pewien, że tam będzie?
― Pewnie będzie. Podobno często tam wpada.
― To się okaże.
